Jak to się zaczęło…

Tablica manipulacyjna
Fotografia: Emilia Więcław-Łuczak

Była upalna sierpniowa niedziela. Silnik łodzi, którą płynęliśmy odmówił posłuszeństwa. Młodszy syn (9 miesięcy), zamiast kaprysić uderzony żarem słońca, zajął się małym skoblem wmontowanym w drzwiczki, bawiąc się nim bez końca. I tak podczas oczekiwania na ratunek, dostałam olśnienia: „Musimy w domu mieć takie drzwiczki i w dodatku ze skoblem! One potrafią okiełzać żywioł ofiarując mi chwilę dla siebie”.
Niestety w necie „drzwiczek do łódki” nie znalazłam (nie wiem czy mają jakąś specjalną nazwę). Znalazłam natomiast wspaniałe tablice manipulacyjne. Mając w pamięci obraz syna, dla którego frajdą był nie tylko zamek, ale przede wszystkim otwieranie i zamykanie małych drzwi, doszłam do wniosku, że tablica manipulacyjna, którą mu ofiaruję będzie miała nie jedne, a 5 drzwiczek z różnymi zamkami. Oczywiście, zgodnie z przysłowiem „im dalej w las, tym więcej grzybów” pomysły na tablicę zaczęły mnożyć się lawinowo. Efekt końcowy jest taki jak na zdjęciach. Mały jeszcze nie mówił, ale czas który poświęcił na „rozkminianie” drzwiczek wystarczył za słowo „Dziękuję”.

Celem głównym inicjatywy pod tytułem „tablica manipulacyjna dla mojego synka” było zatrzymanie w biegu wszędobylskiego. Cel główny został osiągnięty, a ponadto nasza tablica stała się cudownym narzędziem do wspomagania rozwoju funkcji motorycznych ręki, koordynacji wzrokowo- ruchowej i samoobsługi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *